Tablice pamięci

W lutym zakończą się prace w Hali Pamięci, która była dotąd jednym z najmniej eksponowanych miejsc świątyni. Dzięki projektowi „Konserwacja i renowacja drewnianego obiektu zabytkowego UNESCO – Kościoła Pokoju w Świdnicy, w celu ochrony dziedzictwa kulturowego” również ta część obiektu została odnowiona.

– Zorganizowane tu w minionych latach tymczasowe lapidarium: zbiór często niezidentyfikowanych pozostałości wyposażenia kościoła, kamienne, drewniane, metalowe, szklane i porcelanowe elementy, które się tu znajdowały, przenieśliśmy tymczasowo do loży rodziny Zedlitzów o numerze historycznym 24, w części południowo-wschodniej. Loża ta nie była jeszcze konserwowana. Być może uda się kiedyś stworzyć z nich lapidarium z prawdziwego zdarzenia – opowiada Ryszard Wójtowicz.

W opróżnionej Hali Pamięci osuszono podłoże i częściowo wymieniono posadzkę, a także odświeżono drzwi wejściowe, w których osadzono oryginalną, odnalezioną klamkę. Wykonano reperacje ścian i stropów, uzupełniono oprofilowanie, wyreperowano uszkodzone i wykonano brakujące części oszklenia.

Konserwatorzy kończą prace na środkowym stropie, uzupełniają złocenia oraz mono- i polichromie. Po tym etapie, po zdjęciu rusztowania możliwy będzie montaż 14 tablic upamiętniających ofiary I wojny światowej. Ten zbiór artefaktów już wcześniej poddano starannej konserwacji.

Hala powstała podczas jednej z ostatnich zmian architektonicznych w latach 1922–23. W zachodniej części kościoła zlikwidowano wówczas dwie nieużywane już loże (piernikarzy i mydlarzy) i z Hali Zmarłych wydzielono Halę Pamięci z 14 tablicami, stanowiącą zachodni przedsionek kościoła. Miejsce to było w przeszłości początkiem dla konduktów pogrzebowych z przykościelnego cmentarza.

Najbardziej znaną z postaci upamiętnionych na tablicach jest lotnik Manfred von Richthofen. Tak pisał o nim Norman Davies w „Mikrokosmosie”: „Czerwony Baron pozostaje jedną z legend awiacji. (…) Z osiemdziesięcioma zwycięstwami na koncie, okazał się najbardziej skutecznym i bodaj najsłynniejszym asem lotnictwa w pierwszej wojnie światowej”.
Jego eskadra myśliwców stała się słynnym „latającym cyrkiem”. Piloci o akrobatycznych umiejętnościach, wśród których prym wiódł Manfred i jego młodszy brat Lothar, strącili 350 wrogich samolotów. To był rekord wśród latających jednostek.

Świdnica witała go kwiatami; jego nazwisko nosił miejski klub sportowy i ulica z rodzinnym domem. Manfred stał się znany nie tylko dzięki umiejętnościom, ale także trójpłatowemu fokkerowi, który przemalował na czerwono. Francuzi nazwali pilota Czerwonym Diabłem, Brytyjczycy – Czerwonym Baronem. 21 kwietnia 1918 roku rano Richthofen poprowadził swój „latający cyrk” do kolejnej walki. W południe do bazy nie wrócił tylko jeden samolot – dowódcy. 26-latek zginął nad doliną Sommy. Brytyjczycy pochowali go z wojskowymi honorami. Matka urządziła w rodzinnej willi muzeum syna, gdzie znalazły się wojenne trofea, tabliczki z zestrzelonych maszyn, telegramy z frontu.

Rodzina Richthofenów miała swoją lożę o numerze 4 na północnej ścianie Kościoła Pokoju w Hali Polnej – to kolejna z lóż, która również została odnowiona.

Kościelna tablica i loża wpisują się w miejski szlak wiodący tropami słynnego świdniczanina, m.in. do rodzinnego domu przy ulicy Sikorskiego i do pobliskiego parku, gdzie stoi kopia czerwonego fokkera. Świdnicki lotnik stał się ikoną popkultury: pojawia się w klockach lego, jest bohaterem filmów, komiksów i gier komputerowych.

Print your tickets