Dzieci i nastolatki z Palestyny spędziły wakacyjne popołudnie na placu Pokoju. 10 lipca zwiedziły Kościół Pokoju i uczestniczyły w warsztatach rękodzielniczych: pod okiem Nadii Mykhailowej i Oleny Ryzhenko wykonały pachnące relaksacyjne woreczki wypełnione suszem z naszego lawendowego ogrodu.
Wizyta w Świdnicy była częścią ponad dwutygodniowego (28 czerwca-17 lipca) pobytu Palestyńczyków w Polsce. 26 dzieci i młodzieży w wieku 8-19 lat przyjechało z Domu Pokoju prowadzonego przez siostry elżbietanki w Betlejem, a świdnicka parafia luterańska opłaciła przylot i pobyt jednemu z nich.
Wychowanków domu dziecka zaprosił po raz czwarty ks. Jarosław Lipniak, proboszcz parafii pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Witoszowie Dolnym. Sam przez kilkanaście lat mieszkał Izraelu, z którego pochodzą jego przodkowie.

– Izrael jest moim ojcem, Polska moją matką – mówi o sobie. – Znam realia tamtego świata, w którym bezrobocie wynosi ponad 70 procent. Rodzice oddają dzieci do zakonnic, bo wiedzą, że one je nakarmią i wykształcą. Wiem, jak bardzo te dzieci są naznaczone lękiem przed wojną i rodzinnymi dramatami. Żyją w getcie, z którego nie mogą się ruszyć, w świecie bez lasów i wody. Tam nie ma ani jednej rzeki czy jeziora, nie mówiąc o morzu.
To właśnie Bałtyk – bezmiar wody, która w ich kraju jest tak cenna, morska kąpiel, rejs statkiem zachwyciły dzieci szczególnie. Oraz poczucie bezpieczeństwa: to, że można swobodnie chodzić po ulicach, że nie wyją syreny, nie trzeba się chować, a na granicach nie ma kontroli. Goście zwiedzili Kołobrzeg, Gdańsk, Warszawę, Jasną Górę, Podhale, Kraków i Dolny Śląsk. Towarzyszyła im s. Szczepana Hrehorowicz, dyrektorka Domu Pokoju w Betlejem.
– Bez jej wielkiego zaangażowania ten wyjazd nie byłby możliwy – podkreśla inicjator wszystkich czterech przyjazdów.
– Dlaczego to robię? Raczej dlaczego miałbym tego nie zrobić? To chrześcijańskie poczucie obowiązku – dodaje.

Opowiada, jak skomplikowana była organizacja: zaproszenia, wysokie ubezpieczenia, odwołane loty, zmiany biletów. Wylot z Tel Awiwu był niemożliwy, trzeba było przedostać się przez most graniczny do Jordanii: kolejki, kontrole, godziny niepewności, czy granica nie zostanie zamknięta i bilety lotnicze nie przepadną. Potem lot do Istambułu, stamtąd do Berlina i przejazd do Polski. Większość dzieci była po raz pierwszy poza Palestyną.

– Warto było pokonać czasochłonną i niełatwą logistykę, żeby móc zobaczyć, jak te dzieci znów się śmieją. Przekonały się, że istnieje inny świat – dodaje pomysłodawca.
Ich pobyt był możliwy dzięki wsparciu licznych prywatnych darczyńców oraz wrocławskiej prowincji Zakonu Rycerskiego Świętego Grobu w Jerozolimie – Jestem wdzięczny księdzu Pawłowi i jego parafianom za gest wsparcia naszej inicjatywy. To kolejny wyraz ekumenicznej współpracy, która od dawna tak dobrze nam się układa z parafią ewangelicko-augsburską w Świdnicy – podkreśla ks. Lipniak. Za rok planuje kolejne polskie wakacje dla dzieci z Palestyny.

