Festiwal Bachowski – dzieło totalne

„Szkoda było wyjeżdżać”, tak znana krytyczka muzyczna Dorota Szwarcman napisała na swoim blogu o Festiwalu Bachowskim. Tegoroczna 27. edycja rozpięta między 18 lipca do 2 sierpnia została opatrzona słowami: „Niech mi ktoś poda ciemnego światła pełen kielich pachnący” ze „Wspomnienia” Friedricha Hölderlina. To jeden z najbardziej znanych wierszy niemieckiego romantyka, który pisze także: „trzeba rozmawiać, mówić/ o tym, co czuje serce, / i słuchać, wiele słuchać”. Taki właśnie był ten festiwal: apoteoza piękna, wiele wzruszeń, wiele do słuchania.

Jak zawsze najważniejszą festiwalową sceną był Kościół Pokoju, o którym historyk sztuki prof. Jan Harasimowicz mówi: – Pojemność tego kościoła to siedem tysięcy osób, ich obecność od początku była wkalkulowana w jego walory akustyczne. Już w momencie jego budowy wiadomo było, że musi sprostać wyzwaniom liturgii luterańskiej oopierajacej się na wspólnym śpiewie.

Właśnie siedem tysięcy słuchaczy uczestniczyło przez 16 dni w festiwalowych wydarzeniach w Kościele Pokoju, m.in. edukacyjnych koncertach dla dzieci, podczas których młodzi słuchacze mogli poznać brzmienie dawnych instrumentów i posłuchać utworów Bacha i Mozarta. Tradycją festiwalu są nabożeństwa kantatowe, w których liturgia oraz czytania i kazania nawiązują do teologicznej wymowy kantaty.

 

 

Każdego roku wydaje się, że Festiwal Bachowski osiągnął już swój docelowy rozmiar i rozmach. Wtedy z zaskoczeniem odkrywamy, że może rozwijać się dalej – w kierunku, który zachwyca i jest doceniany zarówno przez słuchaczy, jak i muzyków. Tegoroczna edycja była wyjątkowo intensywna. W ciągu dwóch tygodni w Kościele Pokoju odbyło się aż jedenaście koncertów. Do tego trzy nabożeństwa kantatowe – dwa z nich nagrywała Telewizja Polska – oraz tysiące rozmów, uśmiechów i spotkań towarzyszących muzyce. Oto jeden z najważniejszych przeglądów muzyki dawnej w Europie – mówi ks. Paweł Meler, proboszcz Kościoła Pokoju.

Wszystko zaczęło się w 2000 roku, dzięki postaciom z przeszłości i teraźniejszości. Jan Tomasz Adamus zainicjował festiwal nawiązując do Christopha Gottloba Weckera, kantora Kościoła Pokoju, który był uczniem Bacha. Od tego czasu twórczość mistrza z Lipska wypełnia festiwal, w różnym stopniu, w różnych interpretacjach. W tym roku Bacha było szczególnie dużo, ponieważ zainaugurowano szczególny projekt: wykonanie 200 jego kantat, rozpisanych na 20 lat, według kolejności z katalogu dzieł kompozytora. Ten nowy rozdział w historii festiwalu był jednym z najważniejszych punktów programu. Kantaty wykonywano z empory organowej Kościoła Pokoju, na historycznych instrumentach.

J. T. Adamus, dyrektor artystyczny zapowiadał: – To czysty Bach – kantaty wykonywane zgodnie z historyczną praktyką – śpiewacy bezpośrednio przy balustradzie chóru, za nimi instrumentaliści, właściwa wielkość zespołu – pojedyncza obsada, zdwojone tylko skrzypce, partie wokalne tylko sporadycznie. Bach to nie chór, orkiestra, soliści, dyrygent. Bach to kameralny zespół śpiewaków i instrumentalistów w konkretnej przestrzeni akustycznej. W Kościele Pokoju jest ona wybitna: ciepła, intymna, selektywna, eksponująca barwę dźwięku, idealna do gęstej faktury.

Tego lata usłyszeliśmy pierwszych 10 kantat, w wykonaniu m.in. Capelli Cracoviensis. Podczas ostatniego koncertu kantatowego z empory organowej Kościoła Pokoju zabrzmiały BWV 9 „Es ist das Heil uns kommen her”, oparta na XVI-wiecznym chorale Paula Speratusa, oraz BWV 10 „Meine Seel erhebt den Herren”, skomponowana na święto Nawiedzenia do niemieckiego przekładu „Magnificat” autorstwa Lutra. Oba utwory wykonał Bach Unit pod dyrekcją Andrzeja Szadejki.

 

 

Za rok usłyszymy kolejne kantaty z cyklu. Adamus:

– Jesteśmy ciekawi, jak to przedsięwzięcie nas zmieni, jak przesunie granice mentalne. Nie stawiamy pomnika. Praktykujemy repertuar. Wyznaczamy linię kompozycyjną na 20 lat.

Podczas festiwalu jak zwykle nie zabrakło gwiazd muzyki dawnej światowego formatu. Wystąpili m.in. Philippe Jaroussky i Gwendoline Blondeel z zespołem Les Accents, Julia Lezhneva z Capellą Cracoviensis, przyjęta wręcz euforycznie, wielokrotnie bisująca. „Z zainteresowaniem przypomniałam sobie Julię Lezhnevą, która kiedyś regularnie występowała w Krakowie […]. Wtedy była młodą dziewczyną o urodzie rosyjskiej laleczki i głosie okrągłym i dźwięcznym jak flecik. Teraz ma 36 lat i głos bardzo mocny, momentami może nawet za – dwie arie koncertowe Mozarta były trochę zbyt masywne jak na mój gust. Natomiast arie Hassego oraz bisy Vivaldiego i Haendla przypomniały już o dawnej Julii i jej wirtuozerii”, napisała Dorota Szwarcman na blogu. Dodała: „Jednak najwięcej wrażeń przyniosły instrumentalne recitale. Oczywiście przede wszystkim – jak w zeszłym roku – Théotime’a Langlois de Swarte, który pokazał się dwa razy w tym samym repertuarze, ale w dwóch różnych miejscach – i były to skrajnie różne koncerty. Na Zamku Górka w Sobótce, w niewielkiej sali z publicznością wokół, było blisko i intymnie. W Kościele Pokoju, z wyciemnionym światłem i solistą grającym znów na chórze, było wręcz mistycznie, a już zwłaszcza w obu wielkich „transowych” dziełach: „Passacaglii” Bibera i „Chaconne” Bacha. Wszystko z szerokim oddechem, z emocjami, ale też z rozwagą. Publiczność całkowicie wypełniła wnętrze, łącznie z estradą, na której ustawiono krzesła, i słuchała w niezwykłej ciszy. Rewelacją był też klawesynowy recital Macieja Skrzeczkowskiego […]”.

 

 

– Zestaw artystów był fenomenalny. Były debiuty, ale i powroty, jak Le Poème Harmonique pod dyrekcją Vincenta Dumestre’a czy Wim Becu, który jest z nami od początku Niektórzy artyści już zapowiedzieli się za rok – opowiadała dyrektorka kreatywna Marzena Lubaszka dla radiowej Dwójki. Festiwal stał się, zdaniem jego pomysłodawcy, dziełem totalnym, w którym współistnieją dźwięki, zapachy, aura, atmosfera.

– Wszystko wskazuje na to, że jesteśmy głodni arcydzieł klasyki podanych w miejscach tak silnie oddziałujących na zmysły jak Kościół Pokoju, ponieważ kolejne koncerty biją rekordy frekwencyjne, stale przybywają nowi słuchacze, a ci, którzy pojawili się tu w przeszłości, regularnie powracają – mówi Krzysztof Dix ze Świdnickiego Ośrodka Kultury.

Jan Tomasz Adamus zapowiada już kolejną edycję: – Drgania i szmery pozornej ciszy. Oto fragment z Rilkego, który wisi już na bach.pl z myślą o przyszłym roku. Ponieważ ten festiwal – parafrazując fragment „Sonetu do Orfeusza” – to nie jest żar pragnień, nie poryw – ku jeszcze dosiężnym brzegom, ten festiwal to istnienie. Jeden z naszych melomanów napisał: Są takie sytuacje, które się kompozytorom nie śniły. Kto wie, czy w ten sposób nie opisał istoty zjawiska. Do zobaczenia w lipcu 2027.

Tekst: Aneta Augustyn  / Zdjęcia: Filip Adamus

Print your tickets