Małe organy: zagadka za zagadką

Niektóre elementy małych organów w Kościele Pokoju mogą być starsze niż sama świątynia – uważa jej kantor, Maciej Bator. Jego hipoteza burzy funkcjonujące dotąd przekonanie, że to jednorodny XVII-wieczny instrument. W kościele zainstalowano go w 1695 roku, ale zdaniem kantora niektóre części są nawet o pół wieku starsze.

Gdzie w takim razie najpierw grały te organy, dopiero potem przeniesione do kościoła i rozbudowane? Tego nie wiemy. Zdaniem kantora, dokładne oględziny wnętrza instrumentu dostarczają wielu intrygujących informacji, które świadczą o jego hybrydowości.

 

Klawiatury ręczne i nożne odpowiadają zupełnie innym schematom: oktawa krótka w manuale, pełna chromatyka w klawiaturze nożnej. Krótka oktawa nie odpowiada swoim układem standardom znanym z organów i klawesynów w XVII wieku. Każda sekcja ułożona jest według innego porządku muzycznego: piszczałki klawiatury głównej ułożone są wielkimi tercjami, a klawiatury górnej – sekundami wielkimi. Piszczałki klawiatury nożnej ułożone są częściowo sekundami małymi, częściowo tercjami. Cześć organów, w której mieszczą się piszczałki sekcji pierwszego manuału były najprawdopodobniej niezależnym instrumentem: widać ślady po zawiasach, które kiedyś zamykały zewnętrzną ścianę organów (teraz jest to jedna ze ścian wewnętrznych). Wiatrownice tej sekcji obecnie obsługują sześć głosów, kiedyś grało tu dziewięć głosów. Po trzech głosach pozostały zasuwy przykryte deskami, które powinny być przykryte tzw. klocami (grubymi deskami z dużą ilością otworów, w których stoją piszczałki). Brak włączników rejestrowych sugeruje, że trzy ukryte głosy nigdy nie grały w świdnickim kościele. Nad centralną wieżą piszczałkową znajduje się gwiazda, która mogła być wcześniej efektem organowym, tzw. Zimbelstern – mechanizmem grającym obracającym się jak wiatrak. Powietrze obracało wałem z gwiazdą i grającymi dzwoneczkami.

W sekcji drugiego manuału wiele elementów wskazuje na jej  niejednorodność. Liczne drewniane piszczałki nie mieszczą się w miejscu, w którym obecnie stoją, są bardzo przekrzywione. – Wyglądają jak  nieuporządkowana fryzura, z której wystają kępki włosów – opowiada kantor. – Są tak ściśnięte, jakby pochodziły z przenośnego pozytywu. W podobnych rozmiarach buduje się organy-continuo: niewielkie przenośne instrumenty o rozmiarach zbliżonych do małego biurka.

Instrument ufundowany przez Sigmunda Ebersbacha to najstarsze świdnickie organy. Były „w rezerwie”, w przypadku awarii dużego instrumentu, które zdarzały się nierzadko. – Teraz, kiedy duże organy są poddawane konserwacji, warto przyjrzeć się także tym małym, które są pełen zagadek – uważa kantor.

Print your tickets